Jeszcze nie tak dawno temu mięso to nie był produkt powszechnie dostępny – taki, który można by było kupić w supermarkecie za śmiesznie niską cenę. Mięso było czymś specjalnym w menu: podawano je na niedzielny obiad, jako świąteczną pieczeń, jako prawdziwą ozdobę stołu.

I nie mogło być inaczej: chów zwierząt użytkowych i produkcja mięsa były procesem długotrwałym, wymagającym dużego nakładu sił i środków. Zanim wyśmienita wołowina, wieprzowina czy drób trafiły na stół, trzeba było długo karmić i chować zwierzęta. Sznycel wieprzowy, dziś traktowany jako coś zwyczajnego, nie był anonimowym produktem z supermarketu, ale drogim, luksusowym produktem gastronomicznym. Co więcej, była to tylko jedna z wielu spożywanych części wieprzowin, gdyż kiedy świnia trafiała na rzeźniczą ladę, była spożytkowana od ryja po ogon.

Niestety, rozwój cywilizacji spowodował znaczne skrócenie czasu hodowli i pogorszenie warunków bytowych zwierząt. Coś co kiedyś zajmowało hodowcy długie miesiące i lata zostało skrócone do karykaturalnego minimum. Ponadto zwierzęta z ferm przemysłowych od małego są „szprycowane” wszelkiego rodzaju chemia, antybiotykami, lekarstwami. Dzieje się to dlatego, że zwierzęta żyjące w takim zagęszczeniu, nie miałyby szans przeżyć ze względu na brak higieny i zakażenia bakteryjne.

Mięso z takich „hodowli” trafia później na nasze stoły śmiesznie niskim kosztem, nierzadko oszukując konsumenta i wykorzystując jego nostalgie za „dawnymi czasami”, kiedy to mięso rzeczywiście było czymś wyjątkowym.

Na szczęście rosną nam już powoli nowe pokolenia konsumentów. Świadomych ślepej uliczki, w którą niemal wszyscy już zabrnęliśmy (nierzadko przez chciwych producentów, dla których liczy sie tylko zysk). Na skutek alarmujących doniesień i wpadek „fabryk mięsa” stale powiększa się grono osób, dla których mięso stało sie tym (lub niemal tym), czym było dawniej. Wraca dawny szacunek dla tego produktu żywieniowego, jednego z najbardziej wartościowych w naszym pożywieniu.

Wiadomo, niemal każdy z nas chciałby gościć na talerzu przede wszystkim piękne, soczyste steki. Trzeba jednak pamiętać, że, aby go pozyskać, trzeba zabić całe zwierzę, a dodatkowo ktoś włożył w serce w wyhodowanie zgodnie z naturą i tradycją. Warto przy tym zaznaczyć także, że mięso nie musi być na talerzu codziennie, a prawdziwymi delikatesami są również policzki, ogon wołowy czy nożki wieprzowe. Podobnie jak filet. Trzeba tylko umieć dany rodzaj mięsa przyrządzać.

Rolą rzeźnika jest w tym kontekście nie tylko umiejętność perfekcyjnego rozebrania mięsa, ale i wiedza, skąd dane mięso pochodzi oraz jakie metody hodowli stosował dany hodowca. Dobry, tradycyjny rzeźnik zna swoich dostawców od podszewki. Umie też umiejętnie doradzić, jak przygotować dany kawałek mięsa. Usmażyć? Upiec? A może udusić? Mistrz rzeźnicki wie, że tylko mięso z naturalnych gospodarstw, gdzie zwierzęta realizują naturalne potrzeby swojego gatunku, gwarantuje smak i zdrowe ludziom. Mistrz rzeźnicki „Crazy Butcher’” zawsze będzie więc wrogiem zapakowanego w plastik produktu masowego i nigdy nie zaoferuje go swoim klientom. Nigdy nie pójdziemy w tej kwestii na kompromis. Bo wierzymy w jakość. Niepodważalnie. I nieustannie. Bezapelacyjnie.